To pytanie coraz częściej pojawia się w świecie projektowania, brandingu i pracy kreatywnej. Warto je postawić szczerze, bez uproszczeń.
ChatGPT to jak głos tłumu — pełen pomysłów, sugestii, sprawdzonych rozwiązań. Może być świetnym sparringiem, inspiracją albo podpowiedzią, gdy nie wiesz, od czego zacząć. W pracy 1:1 — przy brandingu, projektowaniu strony, tworzeniu wizualnej historii marki — jego obecność bywa jednak ryzykowna.
Dlaczego?
Bo w prawdziwej kreatywności więcej opcji nie zawsze oznacza lepiej. Każdy dodatkowy „pomysł z automatu” może wprowadzać chaos i rozpraszać uwagę. Zamiast zbudować coś autentycznego, zaczynamy zestawiać gotowe recepty, wzorce i marketingowe przykłady.
Podobnie mówiła o tym Paula Scher, legendarna projektantka graficzna: czasem najlepszy pomysł przychodzi, gdy zostaniesz sam ze swoim szkicem, farbą czy moodboardem. To w tych chwilach rodzą się formy i kolory, które są naprawdę Twoje, a nie powielone z internetu.
W pracy ilustratorek takich jak Anna Ol, czy malarzy, których proces znamy z dokumentacji, widać, jak cenne jest wejście w stan obecności. Kiedy artysta pozwala swojej intuicji prowadzić rękę, a nie algorytm czy gotowy szablon, powstaje coś zaskakującego i osobistego. Coś, co ma charakter, a nie jest tylko kolejnym „przykładem marketingowym”.
Dlatego czasem warto:
-> wyłączyć rozpraszacze,
-> zaufać swoim odczuciom,
-> i wejść w proces w pełni obecny z drugą osobą — klientem, współpracownikiem czy samym sobą.
To nie oznacza, że ChatGPT czy inne narzędzia AI są złe — przeciwnie, mogą być świetnym wsparciem na etapie researchu czy szybkich testów pomysłów. Ale kluczowe jest rozgraniczenie momentu twórczego i momentu inspiracji.
Czasami najlepsze projekty powstają w ciszy, bez nadmiaru informacji, z jednej perspektywy, z jednego „języka wizualnego”, który rośnie i zmienia się razem z procesem. To może być Twoje unikatowe logo, pierwsze strony portfolio, albo zupełnie nowa strona internetowa, która czuje się jak Ty.
Warto więc zaryzykować i zaufać swojej intuicji. Pozwolić, by proces twórczy miał własną energię, własny rytm. To wtedy powstaje coś autentycznego, inspirującego i niepowtarzalnego — a nie kolejny wzór, który już ktoś gdzieś sprawdził.