Home Między chaosem a porządkiem

Między chaosem a porządkiem

Dlaczego spotkanie sztuki i designu jest dla mnie najciekawszym momentem procesu twórczego

Sztuka jest o ekspresji.
O emocjach, chaosie, nieporządku.
O tym, co wymyka się ramom i nie zawsze chce się dać nazwać.

Design jest o porządku.
O funkcjonalności, strukturze, decyzjach.
O tym, co ma działać — tu i teraz, dla konkretnego odbiorcy.

I właśnie dlatego tak bardzo lubię moment, w którym te dwa światy się spotykają.

Chaos często ma złą reputację. Kojarzy się z brakiem kontroli, z bałaganem, z czymś „niedokończonym”. A przecież większość procesów kreatywnych zaczyna się właśnie od chaosu. Od nadmiaru myśli, skojarzeń, emocji. Od szkiców, które nie mają jeszcze sensu. Od prób, które nie prowadzą prosto do celu.

Chaos jest ekspresją.
A ekspresja twórcza jest czymś głęboko indywidualnym. Osobistym. Nie do skopiowania. Nie do odtworzenia algorytmem.

To jest ten moment, którego nie da się w pełni zastąpić maszyną ani sztuczną inteligencją — bo dotyczy wrażliwości, intuicji, doświadczeń, wewnętrznego świata twórcy.

I dopiero potem wchodzi design.

Porządek.
Struktura.
Funkcjonalność.

Design nie zabija chaosu — on go oswaja. Nadaje mu formę, rytm, sens. Sprawia, że coś bardzo osobistego i nieuchwytnego zaczyna działać w realnym świecie: w brandingu, na stronie internetowej, w grafice użytkowej.

To jest moment przejścia na inny poziom projektu.

Bo design bez tej wcześniejszej warstwy ekspresji bywa… po prostu poprawny. Działa, ale nie porusza. Jest estetyczny, ale przewidywalny. Funkcjonalny, lecz pozbawiony charakteru.

Dla mnie design bez sztuki jest nudny.

Z drugiej strony: czy sztuka bez designu może istnieć?

Oczywiście, że tak — jeśli mówimy o czystym doświadczeniu estetycznym. O oglądaniu, przeżywaniu, kontemplacji. Sztuka nie potrzebuje funkcjonalności, żeby mieć wartość.

Ale w brandingu i grafice użytkowej ta relacja się zmienia.
Tam sama ekspresja nie wystarczy.
Tam potrzebna jest forma, która poprowadzi odbiorcę, ułatwi mu kontakt, nada sens komunikacji.

I właśnie dlatego połączenie tych dwóch światów jest dla mnie tak fascynujące.

Donald Norman — autor książek takich jak „The Design of Everyday Things” czy „Emotional Design” — od lat podkreśla, że dobre projektowanie to nie tylko funkcja, ale też emocje. Że to, jak coś działa, jest nierozerwalnie związane z tym, jak to odczuwamy.

Z kolei w świecie sztuki wielu twórców — od Jacksona Pollocka po współczesnych artystów abstrakcyjnych — pokazuje, że chaos, gest, niekontrolowany ruch potrafią być nośnikiem sensu i autentyczności. Tam porządek nie jest celem. Jest nim przeżycie.

I gdzieś pomiędzy tymi dwoma podejściami rodzą się najciekawsze rzeczy.

Łącząc sztukę i design, można stworzyć coś, co:

-> nie jest mechaniczne

-> nie jest stereotypowe

-> nie wygląda jak kolejny powielony szablon

 

Można stworzyć projekty, które działają, ale jednocześnie mają duszę. Które są użyteczne, ale nie pozbawione emocji. Które zostają w pamięci, bo mają w sobie coś ludzkiego.

Dla mnie właśnie tam zaczyna się prawdziwa jakość w projektowaniu.

Między chaosem a porządkiem.
Między ekspresją a strukturą.
Między sztuką a designem.

 

I nie chcę wybierać tylko jednego z tych światów 🤍

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *